top of page
IMG_7088-2.jpg

Kofeinka

odeszła 30.05.2026

Sześć lat temu znaleźliśmy Kofkę w ogłoszeniu. Była przeraźliwie wychudzona, miała wygięte plecy i zaniedbane kopyta. W poprzednim domu miała orać pole, choć jej wyniszczone ciało nie miało już na to siły. Chcieliśmy podarować jej choć kilka spokojnych tygodni. Została z nami sześć lat — otoczona miłością, bezpieczeństwem i troską, na które zasługiwała od zawsze.

Z czasem odzyskała siły i pokazała swoją prawdziwą naturę: była łagodna, spokojna, wrażliwa i niezwykle dzielna. Nie szukała konfliktów, cieszyła się drobiazgami i przyjmowała życie z cichą ufnością. Mimo braku większości zębów dzielnie jadła specjalnie przygotowywane papki, a nawet wtedy, gdy nie mogła już pogryźć trawy, żuła ją dla samego smaku. Była blisko związana ze swoją przyjaciółką i towarzyszką - Wuzetką, a wcześniej swoim ukochanym Frankiem, który niestety odszedł kilka lat temu.

Pod koniec maja Kofka bardzo osłabła, jej już i tak wyniszczone płuca, zaatakowała bakteria i trafiła do szpitala. Jej organizm nie miał już jednak siły walczyć, musieliśmy pozwolić jej odejść. Odeszła 30 maja 2026 roku mając 36 lat.

Choć wiedzieliśmy, że była staruszką, jej odejście przyszło za szybko. Kofka była najstarszą podopieczną, a przede wszystkim częścią naszego domu, codzienności i serca. Mamy nadzieję, że wiedziała, jak bardzo była kochana i że ostatnie lata wynagrodziły jej choć część wcześniejszych krzywd.

Kofeczko, dziękujemy Ci za każdy wspólny dzień, Twoją dobroć, cierpliwość i cichą obecność. Zawsze będziesz częścią Heartlandu i naszych serc.

Już zawsze będziemy tęsknić za tym jak zaglądasz nam do paszarni, jak patrzysz ufnie i czekasz na głaskanie, już zawsze.

78.2.jpg

Plamcia

odeszła 18.02.2026

Plamcia była niezwykłą klaczą, która przez swoje życie wielokrotnie udowadniała, jak ogromna siła może kryć się w tak delikatnej istocie.

W młodości była bardzo płochliwa, nieufna i niemal zawsze spięta. Dopiero około dziesiątego roku życia odnalazła równowagę i nauczyła się żyć spokojniej. Wtedy jednak otrzymała pierwszy cios od losu – zachorowała na ślepotę miesięczną. Najpierw choroba zaatakowała prawe oko, a po kilku miesiącach również lewe. Stopniowo traciła wzrok, aż stała się całkowicie niewidoma.

Początki były dla niej niezwykle trudne. Wróciły dawne lęki, a wraz z nimi bezradność. Plamcia zahaczała o ogrodzenia, drzewa i paśniki. Bardzo długo uczyła się poruszać w świecie, którego nie mogła już zobaczyć. Z czasem zaczęła jednak radzić sobie w nim w zdumiewający sposób. Zapamiętywała układ padoku, samodzielnie odnajdywała poidło i bezbłędnie poruszała się znanymi ścieżkami. Każdy taki widok przypominał nam, jak niezwykle dzielna była.

Od 2015 roku jej przewodniczką i najbliższą przyjaciółką była Misia – spokojna kucynka cierpiąca na przewlekły ochwat. Mimo własnej choroby była dla Plamci ogromnym wsparciem i pomagała jej odnaleźć się w codziennym życiu. Kiedy w 2021 roku Misia odeszła za Tęczowy Most, Plamcia po raz kolejny musiała nauczyć się wszystkiego na nowo.

Towarzyszyła jej również astma, której objawy łagodziło życie na wolnym wybiegu. W ostatnich latach mieszkała razem z Wampirem. Nie byli duetem tak nierozłącznym jak Plamcia i Misia, ale potrafili wspólnie żyć i dawali sobie poczucie obecności drugiego konia.

Mimo chorób, utraty wzroku i kolejnych trudnych doświadczeń Plamcia nigdy się nie poddała. Nauczyła się ufać ludziom, odnajdywać drogę bez pomocy oczu i czerpać radość z drobnych rzeczy. Była ogromnym słodziakiem, kochała smakołyki i miała w sobie niezwykłą łagodność.

Plamcia odeszła 18 lutego 2026 roku, zaledwie trzy dni przed swoimi 25. urodzinami.

Pozostawiła po sobie ogromną pustkę, ale również piękną lekcję odwagi, zaufania i życia pomimo przeciwności. Na zawsze zostanie w naszej pamięci jako niewidoma klacz, która widziała świat inaczej – sercem.

​

Nie ma Cię już z nami ciałem, ale duchem zawsze będziesz galopować po pastwiskach Heartlandu. <3 

IMG_0289.jpg

Yerba Mate

odeszła 27.05.2026

Yerbusia przyjechała do Heartlandu dwa lata przed swoim odejściem. Już wtedy wiele osób postawiło na niej krzyżyk. Była starszą, schorowaną klaczą, której przyszłość wydawała się bardzo niepewna. Ona jednak, jakby na przekór wszystkiemu, radziła sobie wspaniale.

Była najsilniejszą babką na świecie. Istotą, od której każdy mógł uczyć się siły, wytrwałości i ogromnej chęci do życia. Niejeden raz pokazywała nam, że mimo wieku, chorób i wszystkich trudnych doświadczeń wciąż chce być tutaj z nami.

Przez dwa lata oszukiwała przeznaczenie. Każdego dnia udowadniała, że jest silniejsza, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Wierzyliśmy, że tym razem również nam się uda — że Yerbusia po raz kolejny pokona przeciwności i zostanie z nami jeszcze trochę dłużej.

Niestety 27 maja 2026 roku doznała złamania nogi. Tym razem nie mogliśmy jej uratować. Odeszła otoczona ludźmi, którzy ją kochali, a wraz z nią Heartland stracił jedną ze swoich najdzielniejszych podopiecznych.

Jej śmierć była początkiem jednego z najtrudniejszych tygodni w historii naszej fundacji, a w naszych sercach pozostała pustka, której nic nie jest w stanie wypełnić.

Yerbusia zostawiła w Heartlandzie ślad, który nigdy nie zniknie. Pokazała nam, że nawet wtedy, gdy inni przestają wierzyć, warto walczyć do samego końca. Była symbolem siły, wytrwałości i miłości do życia.

Yerbusiu, mamy nadzieję, że teraz możesz już swobodnie galopować po wiecznie zielonych łąkach razem z Plamcią, Kofką i resztą naszych Gwiazdeczek.

Dziękujemy Ci za dwa wspólne lata, za każdą chwilę i każdą lekcję, którą nam zostawiłaś. 

Żegnaj, Mała. Chciałybyśmy powiedzieć: do zobaczenia. 🤍

misia.jpg

Misia

odeszła 08.10.2021

Kucyk szetlandzki uratowany przez mamę Ewy. Przewlekły ochwat niestety doprowadził ją w końcu do takiego uszkodzenia nóg, że musieliśmy pomóc jej przejść na drugą stronę. Teraz Misia może już galopować po wiecznie zielonych pastwiskach. Choć nie możemy się pogodzić z Twoim odejściem, to wierzymy, że jesteś szczęśliwa kochana! 

2.jpg

Fiona

odeszła 26.09.2020

Poznaliśmy Fionę kiedy miała 7 dni. Urodziła się z przykurczem ścięgna mięśnia zginacza powierzchownego palca w obu kończynach przednich oraz niezborność ruchową. Krótko mówiąc Fionka nie mogła chodzić. Zostaliśmy poproszeni o pomoc przez jej właścicieli, więc nie zastanawialiśmy się ani minuty. Zaczęliśmy organizować jej pomoc w najbliższej klinice. Po kilku dniach udało nam się ją tam przewieźć, ale była w kiepskim stanie. Walczyliśmy o jej życie, ale niestety tym razem się nie udało. Fionka po kilku dniach odeszła za sprawą posocznicy, która opanowała jej małe ciałko. Była z nami tylko przez tydzień, ale ta kochana Istotka zostanie w naszych sercach na zawsze. Mamy nadzieję, że bryka teraz wesoło pod opieką cioci Iskry i wujka Władka po wiecznie zielonych pastwiskach.

Do zobaczenia Maluszku.

władek.jpg

Władek

odszedł 18.11.2019

Dostaliśmy go razem z Frankiem. Starszy koń bez jednego oka wyglądał dosyć marnie. Miał ciężkie życie, był ogierem kryjącym w państwowej stadninie, a więc przez większość życia zero kontaktu z innymi końmi poza kryciem, trzymany w boksie itd.. U poprzedniej Właścicielki zaznał trochę spokoju po tym kiedy został wycięty, ale kiedy trafił do nas to niestety wiek i trudne przeżycia sprawiły, że zaczął się "sypać". Początkowo przeprowadziliśmy kurację sterydową na RAO. Pomogła trochę, był w stanie się ruszać i biegać, ale ogólny zły stan wykluczył go z jakiejkolwiek pracy. Myśleliśmy, że to depresja po przewiezieniu do nowego miejsca. Jego stan choć dość marny się ustabilizował. Zamieszkał na padoku dla naszych Emerytów i Rencistów i tam tylko jadł, jadł i jadł. Niestety mimo ciągle zwiększanych dawek jedzenia na jesieni zaczął coraz bardziej tracić na masie. Wyniki krwi okazały się być zadziwiająco dobre, a więc postanowiliśmy w pierwszej kolejności przebadać go na wrzody. Niestety jego stan gwałtownie się pogorszył i okazało się, że mimo sporego apetytu i naprawdę żywego usposobienia Władziu ma problemy ze wstawaniem. Przez kilka tygodni byliśmy całą dobę jak na szpilkach zaglądając ze strachem do boksu lub czekając na telefon pt. "Władek znów leży" żeby jechać podnosić go traktorem, masować mu nogi i modlić się żeby to było ostatni raz. Niestety przegraliśmy tę walkę. 18 listopada Władek "powiedział" nam, że on już nie ma siły kolejny raz tego przechodzić. Ucałowaliśmy go na pożegnanie, obiecaliśmy, że jeszcze się spotkamy i pozwoliliśmy mu odejść na drugą stronę tęczowego mostu. 

​

Będziemy tęsknić Władziu za Tobą, za żywym spojrzeniem, a jednocześnie spokojem i nostalgią. Nie martw się o Twojego przyjaciela Franka - zaopiekujemy się nim najlepiej jak będziemy potrafili. Do zobaczenia! <3 

56.jpg

Iskra

odeszła 25.08.2019

To drugi koń Ewy, który był najwspanialszym na świecie nauczycielem.. 

Rudzię kupiła Pani mama w roku 2006 kiedy szukała dla Ewy konia do jazdy.. Okazało się, że u rolnika w pobliskiej wsi stoi taki odsadek, który ma iść wiadomo gdzie.. Tak został uratowany pierwszy koń Heartlandu. Niestety Iskra mając 6 lat zachorowała na RAO. Początkowo była w stanie pracować w ruchu, ale niestety mimo podjętej walki odczulania jej stan z roku na rok był coraz gorszy, aż w końcu mogła tylko siać postrach w swoim stadzie jako przewodnik biegając tylko wtedy kiedy trzeba było kogoś odgonić od jedzenia. :) Odeszła spokojnie, bez cierpienia i w swoim stadzie, tak jak jej się należało. 

​
 

Wspomnienie Ewy:

 Ruda uczyła mnie przez całe swoje życie. Kiedy obie byłyśmy dzieciakami szkoliła we mnie odwagę. Potrafiła mnie zaatakować, a potem dać się bez problemu złapać żebym nauczyła się wierzyć w siebie. Jestem pewna, że robiła to celowo. ABSOLUTNIE ZAWSZE była dla mnie wsparciem w trudnych i stresujących chwilach. Startowałyśmy w turniejach rycerskich, jeździłyśmy bez ogłowia, przeszłyśmy przez styl western i ujeżdżenie, łapałyśmy lisy na hubertusach i po prostu byłyśmy razem. To był najsilniejszy koński charakter jaki miałam zaszczyt poznać, a tak łaskawy dla mnie. Mimo, że nie była na padoku ze wszystkimi końmi, całą stajnię uważała za swoje stado. Całe dnie "patrolowała" i czuwała, a kiedy wracaliśmy z terenu zawsze podchodziła i sprawdzała czy stan koni się zgadza. Wiem, że takiego nauczyciela nie spotkam już nigdy w życiu. 

​

Bardzo za Tobą tęsknię Rudzia, myślę o Tobie każdego dnia i nie mogę się doczekać kiedy znów Cię zobaczę. Byłaś najwspanialsza, dziękuję Ci za wszystko. 

<3

IMG_0266-2.jpg

Meya

odeszła 14.09.2022

Meyusia (po lewej) zamieszkała z nami w czerwcu 2021 roku. Niestety chorowała już wtedy przewlekle na ochwat (deformacja kopyt spowodowana w jej przypadku bardzo złym żywieniem). Miała ogromne trudności z poruszaniem się i bardzo bała się ludzi, ponieważ była maltretowana. Niestety rehabilitacja i leczenie nie przyniosły skutków. Meycia pogalopowała na wiecznie zielone pastwiska 14 września 2022r. Żyła około 10 lat.

franek.jpg

Franek

odszedł 25.11.2023

Kto znał naszą stajnię, znał i Franka. Był spokojny, łagodny, odważny ale też bardzo zacięty, tylko w tempie żółwia. Był też depresyjny, po tym jak utracił swojego przyjaciela, ale lubił pracę z człowiekiem i bardzo chciał się otwierać. Zawsze sobie myślałam, że mamy dwa serca stajni, Kofkę i Franka, a teraz jedno z tych serc przestało bić. Odszedł sam, spokojnie i mamy nadzieję, że bez bólu. Pozostawił pustkę, która będzie z nami i będzie przypominać nam o tym jak wspaniałą był istotą, i ile nas nauczył.

Ostatnio jedna z naszych Pensjonariuszek powiedziała, że wybudowaliśmy stajnię tuż pod tęczowym mostem, ale nie chcemy przepuszczać tam uratowanych koni. Coś w tym jest, ale jednak czasem trzeba pozwolić odejść naszym przyjaciołom. Parę dni temu udało nam się Franka wyciągnąć z ostatniej drogi, cieszyliśmy się, że tak sprawnie poszło, ale on był już gotowy żeby odejść. Teraz to wiemy. Tak sobie myślę, że niedawno do niego i Kofki dołączyła Wuzetka i Franek chyba poczuł, że ma z kim zostawić swoją żonę, wiedział, że nie zostanie sama. Może uczłowieczam ich postrzeganie świata, a może wcale nie.
 

​

Tęsknimy.

Rudkowski.2.jpg

Cici New

odszedł 03.05.2024

Cici New przyszedł pewnego dnia do naszej stajni i postanowił zostać, mimo że Cici Original nie bardzo chciał się na to zgodzić. Dostał takie imię, bo śmiałyśmy się, że jest "nowy" rudy kotek, to będzie miał przydomek "nju" i tak już zostało - imię i Ciciś też. Uwielbiał spać na siedzeniu ciągnika i czasem nawet jeździł z nami rozwozić baloty. Bronił swojego terenu przed niechcianymi kocimi intruzami. Kochał głaskanie, przytulanie, a jego najulubieńszym zajęciem było wyjadanie wszystkiego, co się znalazło w zasięgu wzroku - nawet pączka przez plecak. To nas nauczyło trzymania pożywienia w solidnym zamknięciu. :) 

Zimą 2022 miał amputowaną część ogonka i potem miał ksywkę Antenka :) 

​

Strasznie za nim tęsknimy. 

Do zobaczenia braciszku! 

Subksrybuj

Dziękujemy za zgłoszenie!


Fundacja "HEARTLAND"
87-152 Łubianka
ul. Toruńska 1
NIP: 879 271 87 10
KRS: 0000 821213

© 2021 by Evi. Proudly created with Wix.com

bottom of page